adopt your own virtual pet!
Trochę prawdziwego życia w wirtualnym swiecie.
Kategorie: Wszystkie | Milusińscy | Moje wpisy w TS | O wszystkim i o niczym
RSS
środa, 10 lutego 2010
Dylematy.

Ślubny uzmysłowił sobie, ze jak będą goście to moja uwaga nie będzie skupiała się tylko na nim.

I mu się to nie spodobało.

Poprosił córkę aby załatwiła gościom hotel w pobliżu naszego domu.

Ale goście nie przyjadą, bo im teraz „nie pasuje”.

.

Chory wyraźnie zdrowieje.

„Pracuje” już przez telefon, bo mu się wydaje, ze firma bez niego się zawali.

Nie chce jeść „jedzenia dla chorych” czyli potraw lekkostrawnych.

Ale jeszcze leży, bo jest bardzo osłabiony co też go dobrym humorem nie napawa.

Odgraża się, ze w poniedziałek pójdzie do pracy (nie jestem tego taka pewna).

Stwierdził nawet, ze zatrzymuję go w domu, bo pewnie sama się nudzę (!!!)

Dopuszczam możliwość nudzenia się, byle tylko nie być znudzonąJ

.

Walentynki już w niedzielę.

Podpowiedzcie proszę, co ja w związku z tym świętem zakochanych (i nie tylko) chcę dostać.

Bo nie wiem.

A jak nie wiem to ślubnemu nie powiem.

A jak nie powiem, to dostanę coś, czego na pewno nie chcę dostać.

Więc co ja chcę dostać???

Planeta ziemia cz.2.

Część II.

wtorek, 09 lutego 2010
Planeta ziemia ... cz.1.

… jest filmem jakiego dotąd nie widziałam.
To niezwykły film.
„Oglądamy pulsujące życiem planetę filmowaną z kosmosu, z niedostępnych dla człowieka miejsc, z kilku kamer jednocześnie, z płynnymi najazdami, szeroką panoramą, a kiedy trzeba – z zastosowaniem odpowiednich i dużych zbliżeń”.
(Janusz Wróblewski, Polityka).
Film ma pięć odcinków, dzisiaj pierwszy, jutro i w następne dni będą następne.

poniedziałek, 08 lutego 2010
Śnieg contra goscinność.

Dobrze, ze ten weekend już minął, bo to były trudne dni.

W sobotę trzeba było zrobić zakupy a ślubny nie chciał bym wychodziła z domu.

Ponieważ rozdwoić się nie potrafię więc przy chorym posadziłam sąsiada a sama poszłam z torbami.

Po zakupy oczywiście.

.

Ślubny zdrowieje, wyraźnie widać, że się lepiej czuje.

A czym lepiej się czuje, tym jest bardziej absorbujący.

Cierpliwość moja długo była wystawiana na próbę, aż się przelało.

Poczytać, przykryć, odkryć, poduszkę poprawić, po pleckach podrapać … no żesz ile można!!!

Wczoraj wieczorem spokojnie i łagodnie wytłumaczyłam ślubnemu, ze od czasu, kiedy takie marudzenie by mu przystało minęło już 60 lat, a ja nie jestem jego mamą tylko zoną.

Mam nadzieję, ze dotarło.

.

Zapowiedzieli mi się goście.

Nie zapytali czy mogą nas odwiedzać, nie poprosili o przenocowanie kilka nocy – tylko się zapowiedzieli – „przyjeżdżamy do was pod koniec tygodnia, damy jeszcze znać kiedy dokładnie co by ktoś wyjechał po nas na dworzec”.

Urocze, prawda? L.

Jak pomyślę o tych gościach to mnie bolą zdrowe zęby;)

I tak sobie siedzę i czaruję aby zasypało Warszawę (tak jak zasypało Iksińską).

Ale mnie olśniło – po co ma zasypywać nam stolicę, lepiej niech zasypie Kalisz. 

I teraz zaklinam opady śniegu nad Kaliszem.

Takie, żeby nawet mysz się z niego nie mogła ruszyć (a tym bardziej moi zapowiedziani goście).

Śnieżyca w służbie jednostki – bardzo mi się to podobaJ.

piątek, 05 lutego 2010
Kwiat, który mówi;)

Wczorajsza piękna pogoda wyciągnęła mnie na spacer.

Poprosiłam sąsiada, by posiedział przy ślubnym a sama poszłam naładować swoje baterie słoneczne.

Spacer zakończyłam w kwiaciarni, by dobre samopoczucie które dawno mnie opuściło, a które przywołały z powrotem promyki słońca utrwalić widokiem kolorowych wiosennych kwiatów.

Kiedy już miałam wychodzi, dyskretnie mrugnął do mnie skromny, biały hiacynt.

Podeszłam do niego i wtedy leciutko dmuchną mi w nos pięknym zapachem i cichutko szepnął „zabierz mnie z sobą a będę cię pocieszał i rozweselał”.

Uwierzyłam mu, kupiłam go i zabralam do domu.

Na razie słowa dotrzymuje, cieszy swoim widokiem i bosko pachnieJ.

Dzisiaj za oknem też wiosennie, myknę sobie znowu na spacer a przy okazji zrobię małe zakupy. 

.

Ślubny już częściej się budzi i nawet po trochu już je, ale większość czasu jeszcze przesypia.

Temperatura spadła do 38,5 stopni, czyli wolno idzie ku lepszemu.

czwartek, 04 lutego 2010
Jak nauczyć się tańczyć w deszczu?

Wczoraj ślubny wrócił od lekarza taksówką.

Samochód zostawił pod przychodnią bo nie był w stanie usiąść za kierownicą.

Solidna angina z bardzo wysoką temperaturą.

A więc w domu będzie kataklizm, bo moj slubny choruje jak prawdziwy mężczyzna - marudnie i jękliwie.

Ale na razie jest spokój, bo mąż cały czas śpi, budzę go tylko aby podać mu lekarstwa i napoić.

.

Wczoraj kupiłam produkty na rosół, mleko i kaszę mannę, warzywa.

W najbliższym czasie będzie się odżywiał jak niemowlak (mam nadzieję, ze tym razem nie będzie marudził jak dziecko;)

.

Gdzieś przeczytałam zdanie, które utkwiło mi w pamięci.

„W życiu nie chodzi o to by przeczekać burzę, ale o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.”

Jak nauczyć się tańczyć w deszczu chorób?

środa, 03 lutego 2010
Urodziła mucha słonia ...

No właśnie, w poniedziałek po południu „urodziłam” maleńką drobinkę i bóle minęły.

USG wykazało dwa małe punkty świecące, czyli złogi, ale mogą to być również zwapnione blizny pooperacyjne.

Czyli leczenie tak jak dotychczas (preparaty oczyszczające drogi moczowe).

Nawiązując do ostatniego wpisu – ja się cieszę, kiedy mi te złogi schodzą (do bólu jestem już przyzwyczajona) ale zdenerwowało mnie, że tak szybko narosły, miałam nadzieję, że 2-3 lata będę miała z tym spokój.

Wczoraj musiałam wyjść do laboratorium zrobić dodatkowe badania. 

Ponieważ pogoda była spacerowa wracała do domu okrężną drogą.- do domu wróciłam bardzo zmęczona, po tych „sensacjach” jestem jednak bardzo słaba. 

Siedzę sobie więc w domu i czytam książkę Katarzyny Enerlich  „Prowincja pełna gwiazd” .

Jest to druga część?, kontynuacja? „Prowincji pełnej marzeń”, którą czytałam rok temu i która mi się bardzo podobała.

.

A żeby nie było mi zbyt błogo – właśnie zadzwonił ślubny, ze idzie do lekarza, bo się bardzo źle poczuł.

poniedziałek, 01 lutego 2010
A niech to!!!

… i tu cisną się na usta (a tym samym pod klawiaturę) same niecenzuralne wyrazy.

Od wczoraj rana schodzi mi piasek (mały złóg?) z nerki.

Boli, ale można wytrzymać.

Bardziej denerwuje, ze znowu.

Nie cały rok minął (przełom marca i kwietnia) jak wyłuskali mi kamień, który wywędrował mi z nerki do moczowodu i tam się zatrzymał skutecznie ją blokując (a jest to moja jedyna nerka).

Miałam nadzieję, ze na dłużej będę miała spokój.

Właśnie zapisałam się na 11.30 na USG (na przychodnię na Waryńskiego zawsze można liczyć).

Natomiast na 18.30 idę do mojej Pani Doktór (tu zapisałam się trzy miesiące temu – takie są do niej terminy, chociaż to też jest przychodnia prywatna).

Nie najlepiej mi się ten tydzień (i miesiąc) zaczyna.

Trzymajcie, proszę kciuki.

sobota, 30 stycznia 2010
Kara za grzech.

Ile jest warta chwila przyjemności?

Kilkanaście minut rozkoszy i szaleństwa?

A potem tyle trudnych chwil by o tym zapomnieć, by wyprzeć to z pamięci… Karkołomne kombinacje, by najbliżsi się o tym nie dowiedzieli.

I te wyrzuty sumienia, bo wiem, ze to było złe.

To złe samopoczucie.

Ta ciężkość i ugniatanie w okolicach żołądka.

Przyrzeczenia, że nigdy więcej tego nie zrobię.

Że teraz się ustrzegę, że już więcej nie … pożrę całego pudełka Raffaello J

czwartek, 28 stycznia 2010
Szczekające wrony.

Różnego rodzaju urządzenia (telefon, myszka, szczoteczka do zębową, aparat fotograficzny, zabawki) podłącza się do ładowarek.

Ja działam na baterie słoneczne, więc przy takim dniu jak dzisiaj wysiadam;)

Poprzednie dni mimo, ze były mroźne, ale słoneczko powodowało, ze na świat patrzyło się optymistycznie.

Dzisiaj szkoda gadać, dobrze, że mam dzisiaj dużo do zrobienia, bo „mus działania” mnie mobilizuje.

.

Wczoraj wybrałam się wreszcie do sklepu zoologicznego by kupić moim ptaszyskom różnego rodzaju ziarna łącznie z ich przysmakiem - słonecznikiem.

Pokarmu dla moich znajomych wron zabrakło mi akurat przed tymi mrozami.

Przez całe mrozy karmiłam je suchą karmą dla kotów.

Ptakom to smakowało, „kocie żarcie” bardzo im się podobało. 

Mniej podobało się to mojemu budżetowi domowemu, ptaki zjadły dwie pięciokilowe torby hypoalergicznej karmy dla moich kotów po stówie za torbę.

Poza tym miałam obawy, ze pewnego dnia, moje wrony zamiast krakać zaczną miauczeć i szczekać (ta karma jest również dla psów)J.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 79